Są takie dni, kiedy w branży nieruchomości czuję się bardziej jak terapeutka, niż agentka. I nie mówię tego z ironią — czasem klient naprawdę musi „przegadać” swoje potrzeby, zobaczyć różne opcje i dopuścić do siebie pewne myśli, zanim odkryje, czego tak naprawdę chce.
Ten dzień był jednak wyjątkowy.
Bo trafił mi się klient, który potrafił zmienić decyzję szybciej, niż ja potrafię zaparzyć kawę.
Pięć razy.
W ciągu jednego spotkania.
Poznajcie pana Adama.
„Tylko nowe budownictwo!”
Pan Adam pojawił się w biurze z energią człowieka, który już wszystko przemyślał.
— „Nowe budownictwo. Koniec kropka. Nie chcę problemów, nie chcę remontów, chcę pachnące farbą ściany.”
Super. Od razu wiedziałam, gdzie jedziemy.
Elegancki deweloper, świeżo oddany blok, wszystko pachnie jak IKEA na otwarciu.
Po wyjściu z mieszkania pan Adam oznajmił:
— „Ale w sumie… te nowe osiedla to takie bez duszy.”
No dobrze. Zmieniamy scenerię.
„A może jednak kamienica?”
Jedziemy do pięknej, odrestaurowanej kamienicy.
Wysokie sufity, miękkie światło, ciche podwórko.
Pan Adam rozgląda się, wzdycha zachwycony… po czym dodaje:
— „Ale kto mi to ogrzeje zimą?”
Kolejna zmiana kierunku.
„Dobrze, to wróćmy do nowych… ale z dużym balkonem”
Wybieram nową inwestycję, słynącą z naprawdę konkretnych balkonów.
Pan Adam wychodzi na taras, robi trzy kroki w prawo, trzy w lewo i mówi:
— „W sumie… ja i tak nie siedzę na balkonie.”
Dobrze, wykreślamy balkon.
Czuję, że jesteśmy dopiero na rozgrzewce.
„Jednak klatka schodowa musi być ładna”
To był przełom.
Nie kuchnia, nie salon, nie ekspozycja okien.
Klatka schodowa.
Pan Adam wszedł do jednego z bloków, rozejrzał się po ścianach pomalowanych „na szybko” i oznajmił:
— „Nie, tu nie zamieszkam. Muszę czuć, że wchodzę do czegoś eleganckiego.”
Okej. Zmieniamy filtr. Szukamy pięknych klatek.
Tak, to też jest kategoria, choć rzadko wpisywana w ogłoszenia.
„Wie pani co… chyba jednak to pierwsze było najlepsze”
Po kilku godzinach, czterech osiedlach i pięciu całkowitych zmianach kierunku, pan Adam z lekkim uśmiechem powiedział:
— „Chyba wróćmy do tego nowego budownictwa. Pierwsze mieszkanie było naprawdę fajne.”
Zawiozłam go tam ponownie.
Tym razem bez komentarzy, bez analiz i bez filozofii.
Wszedł, obejrzał, rozejrzał się i… kupił.
Dlaczego mnie to w ogóle nie dziwi?
Finał, który przewidziałby każdy oprócz niego
Klient obejrzał pierwsze mieszkanie drugi raz.
Spojrzał na budynek, na mnie, na budynek, na mnie…
I powiedział:
— To jest TO.
To samo mieszkanie, które idealnie pasowało od początku.
Morał?
W nieruchomościach ludzie często nie wiedzą, czego naprawdę chcą, dopóki nie sprawdzą wszystkich opcji — nawet tych, których teoretycznie nie potrzebują. A pracy agenta nie chodzi tylko o to, żeby pokazać najlepsze oferty. Najważniejsze jest prowadzenie klienta, cierpliwość i pomoc w odkryciu tego, czego naprawdę potrzebuje. Czasem trzeba odwiedzić pięć dzielnic i zmienić zdanie pięć razy, żeby wrócić tam…
gdzie było idealnie od samego początku.